17 edycjaOdpadające koła, pourywane lusterka  i wrzące chłodnice, Adventure Park Kolibki po raz siedemnasty zamienił się w tor wyścigowy dla wraków.

Największym sprytem w tej samochodowej rozróbie wykazała się doświadczona w wyścigach Wrak Race załoga "Zadymy", która zgarnęła tytuł.

Imprezy z cyklu Wrak Race za każdym razem, niezależnie od pogody, przyciągają tłumy widzów spragnionych widowiskowej demolki na torze. A przecież im aura gorsza - tym lepiej, bo to dodatkowe utrudnienie dla dzielnie radzących sobie wraków. A te lekko nie mają, bo w każdym wyścigu czyhają kłopoty w postaci innych złomów, których kierowcy szukają zaczepek. Z reguły to właśnie tacy zawodnicy przygodę z Wrak Race kończą najszybciej. Wielu kierowców nie oszczędza swoich samochodów. 

W niedzielę byliśmy świadkami łącznie dziesięciu emocjonujących biegów, w których ścigały się 53 wraki. Tor był bardzo wymagający. Zalegające błoto skutecznie utrudniało jazdę zdezelowanymi pojazdami, ale o to w tym wszystkim chodzi. Zabawa była przednia. Lista defektów, które pojawiają się podczas wyścigów, jest bardzo długa. Najlepiej zorganizowani, a zarazem najbardziej zdeterminowani zawodnicy zabierają na zawody zespół mechaników, który w przerwach między biegami, w dość spartańskich warunkach, prostymi sposobami stara się doprowadzić wrak do stanu używalności. Jednak zdecydowana większość kierowców nie dysponuje żadnym zapleczem, licząc poniekąd na łut szczęścia i wytrzymałość swoich bolidów. 

Najlepsza okazała się załoga dobrze znanej "Zadymy". Na drugim stopniu podium uplasował się Paweł Dettlaff z zespołu "Garden-Ar Waliśledź", a na trzecim Radosław Nowak, reprezentujący Hondę Gdańsk. Nagrodę największego pechowca otrzymali gospodarze, którzy wystartowali w wyścigu... jednorożcem. I co ciekawe, kierowcą tego auta była jedyna kobieta w całej stawce. Zresztą stylizacje pojazdów to bardzo istotny element Wrak Race. Tytuł najlepiej "przebranego" samochodu otrzymał Konrad Gorlik za stylizację w stylu "Mad Max".